Najczęstsze zapytanie, jakie do nas trafia, wygląda tak: jedno zdjęcie plastikowego elementu leżącego na dłoni i zdanie „urwała się, da się dorobić i ile to kosztuje?”. Odpowiedź, jakiej się wtedy udziela, brzmi „od 30 do 300 złotych, zależy”. Nikt nie jest z niej zadowolony – ani Ty, bo nie wiesz, czy to się opłaca, ani my, bo widełki niczego nie rozstrzygają.
Różnica między taką odpowiedzią a konkretną kwotą nie leży w naszej dobrej woli. Leży w kilku informacjach, które masz na wyciągnięcie ręki i których zebranie zajmuje kwadrans. Poniżej dokładnie, co to za informacje i jak je przygotować, żeby wycena wróciła w ciągu doby z jedną liczbą zamiast z przedziałem.
Dlaczego z samego zdjęcia nie da się wycenić
Cena dorobienia części składa się z trzech pozycji: modelowania CAD, czasu druku i materiału. Ostatnie dwie łatwo policzyć, jeśli zna się gabaryt i tworzywo. Pierwsza jest zmienną, która potrafi zmienić rachunek pięciokrotnie.
Modelowanie prostej tulejki z dwoma wymiarami to dwadzieścia minut. Odtworzenie obudowy z zaokrągleniami, żeberkami i siedmioma zatrzaskami to pół dnia pracy konstruktora. Na zdjęciu robionym telefonem pod światło jedno od drugiego wygląda podobnie. Dlatego pierwsze pytanie, jakie sobie zadajemy przy wycenie, brzmi nie „ile to waży”, tylko „ile godzin zajmie narysowanie tego tak, żeby pasowało za pierwszym razem”.
Druga rzecz, której nie widać na fotografii, to warunki pracy części. Ten sam kształt wydrukowany z PLA kosztuje jedną trzecią tego, co ten sam kształt z nylonu z włóknem węglowym – i w połowie zastosowań PLA jest całkowicie wystarczające, a w połowie rozpadnie się w tydzień. O doborze materiału pisaliśmy szerzej we wpisie o tym, jaki materiał do druku 3D wybrać, ale do wyceny nie musisz tego rozstrzygać sam. Musisz tylko napisać, gdzie ta część siedzi i co ją spotyka.
Zdjęcia: cztery ujęcia załatwiają większość roboty
Nie potrzebujemy sesji zdjęciowej. Potrzebujemy czterech zdjęć zrobionych telefonem w sposób, który da się zwymiarować:
- Z góry, prostopadle do części. Telefon równolegle do blatu, nie pod kątem – inaczej perspektywa zakrzywia proporcje i nie da się z tego niczego odczytać.
- Z boku, też prostopadle. Pokazuje wysokość, pochylenia i to, czy element jest płaski, czy wyprofilowany.
- Miejsce uszkodzenia z bliska. Pęknięcie, urwany zatrzask, wytarty ząb – z odległości kilkunastu centymetrów, z dobrym światłem.
- Część w urządzeniu albo obok gniazda, w które wchodzi. To jedyne zdjęcie, które pokazuje, jak element jest zamocowany i co się z nim styka.
Do każdego ujęcia połóż obok części linijkę albo suwmiarkę. Nie monetę – dwuzłotówka mówi nam, że część ma „mniej więcej cztery średnice monety”, a linijka mówi, że ma 87 milimetrów. Część połóż na jednolitym, kontrastowym tle. Czarny element na czarnym blacie to zdjęcie, z którego nic nie wynika.
Jeśli część jest złamana na kilka kawałków, ułóż je razem tak, jak wyglądały przed awarią, i sfotografuj w całości – a potem osobno każdy fragment. Brakujący odłamek też jest informacją: napisz, że go nie ma, zamiast liczyć, że nie zauważymy.
Pięć wymiarów, od których zależy, czy część wejdzie
Suwmiarka elektroniczna kosztuje kilkadziesiąt złotych i jest jedynym narzędziem, jakiego tu potrzebujesz. Linijka wystarczy do gabarytu, ale nie do otworu, w który ma wejść śruba.
Zmierz i zapisz:
- Gabaryt zewnętrzny – długość, szerokość, wysokość. To z tego liczymy czas druku i to decyduje, czy część mieści się na stole.
- Średnice wszystkich otworów. Osobno każdy, nie „wszystkie po 5 mm”. Otwory montażowe bardzo często różnią się między sobą.
- Rozstaw osi otworów. Mierzony od środka do środka, nie od krawędzi do krawędzi. To najczęstsze źródło pomyłki, przez którą gotowa część nie wchodzi w istniejące gniazdo.
- Grubość ścianek i materiału w najcieńszym miejscu. Poniżej około 1,2 mm robi się cienko i trzeba świadomie zdecydować, czy pogrubiamy, czy zmieniamy tworzywo.
- Wymiary elementów, które z czymś współpracują – zatrzaski, prowadnice, wypusty, gniazda łożysk, powierzchnie styku. To one decydują, czy część „siedzi”.
Przy gwintach napisz, jaka śruba w to wchodzi (M4, M5, calowa), a nie mierz samego gwintu suwmiarką – pomiar średnicy zewnętrznej gwintu prawie zawsze wychodzi o kilka dziesiątych za mało i prowadzi do złego wniosku.
Dwa błędy, które widzimy najczęściej: mierzenie w miejscu, gdzie część jest zużyta albo odkształcona (zmierz w miejscu nienaruszonym i dopisz, że gdzie indziej jest wytarte), oraz podawanie wymiarów „na oko, mniej więcej”. Lepszy jest jeden wymiar zmierzony porządnie niż osiem oszacowanych.
Kontekst, którego nie widać na żadnym zdjęciu
To jest część, którą klienci pomijają najczęściej, a która najmocniej wpływa na to, czy dorobiony element przeżyje miesiąc czy pięć lat. Napisz krótko, w kilku zdaniach:
- Gdzie ta część pracuje. W domu, na hali, na zewnątrz, pod maską samochodu, w wodzie, w lodówce.
- Czy się grzeje. Konkretnie: czy w pobliżu jest silnik, grzałka, nagrzewające się szkło. Element na desce rozdzielczej auta latem widzi 70-80 °C i PLA tam po prostu odpuści.
- Jakie siły na nią działają. Czy trzyma ciężar, czy jest dokręcana, czy coś w nią uderza, czy się zgina przy każdym otwarciu.
- Czy ma kontakt z chemią. Paliwo, oleje, rozpuszczalniki, środki czystości, kwasy z akumulatora.
- Czy stoi na słońcu. UV rozkłada większość tworzyw; tylko część materiałów jest na nie odporna.
- Czy musi być elastyczna. Uszczelka, tuleja tłumiąca, pasek – to zupełnie inna półka materiałowa niż sztywna obudowa.
- Ile sztuk potrzebujesz i na kiedy. Przy serii koszt modelowania rozkłada się na wszystkie egzemplarze, więc cena jednostkowa spada wyraźnie.
Te odpowiedzi rozstrzygają wybór między PLA, PETG, ABS, ASA, TPU, nylonem i kompozytem z włóknem węglowym. Bez nich musimy albo pytać, co kosztuje dzień, albo strzelać materiałem w górę i zawyżać cenę na wszelki wypadek.

Kiedy pomiary nie mają sensu i lepiej wysłać oryginał
Są kształty, których suwmiarką nie opiszesz. Jeśli część ma powierzchnie swobodne – wyprofilowaną obudowę, krzywiznę dopasowaną do innego elementu, organiczny kształt uchwytu – to nawet dwadzieścia wymiarów nie odda geometrii. Podobnie z elementami, w których liczy się dokładne odwzorowanie powierzchni styku.
W takich przypadkach szybciej i taniej jest wysłać uszkodzony element kurierem. Skanowanie 3D daje dokładność rzędu setnych części milimetra i zdejmuje z Ciebie cały etap mierzenia. Usługa zaczyna się od 100 zł, a jeśli zamawiasz też wydruk, skan jest jednym z etapów zlecenia, a nie osobnym kosztem do zaakceptowania. Więcej o tym, co realnie da się zeskanować, piszemy w osobnym tekście o skanowaniu części.
Wyślij oryginał także wtedy, gdy część jest kompletna, ale zużyta – mając ją na stole, jesteśmy w stanie odtworzyć pierwotne wymiary tam, gdzie materiał się wytarł. Z fotografii tego nie widać.
Gotowa lista – skopiuj i wypełnij
Żeby nie wracać do początku tekstu, zbierzmy to w jedno. Wysyłając zapytanie, podaj:
- co to za część i z jakiego urządzenia (marka, model, rok – jeśli znasz),
- 4 zdjęcia: z góry, z boku, uszkodzenie z bliska, część w miejscu montażu,
- wymiary gabarytowe,
- średnice otworów i rozstawy osi,
- najmniejszą grubość materiału,
- warunki pracy: temperatura, obciążenie, chemia, UV, na zewnątrz czy w środku,
- czy część ma być sztywna czy elastyczna,
- liczbę sztuk i termin,
- informację, czy masz plik CAD lub STL – jeśli tak, wyślij go zamiast wymiarów.
Jeśli dysponujesz gotowym modelem, sytuacja jest najprostsza: przyjmujemy STL i STEP, przy czym STEP jest formatem, w którym da się jeszcze coś sensownie poprawić. Różnice między nimi rozpisaliśmy we wpisie o formatach plików do druku 3D.
Co dostajesz w odpowiedzi
Komplet powyższych informacji oznacza wycenę w ciągu 24 godzin z konkretną kwotą, propozycją materiału wraz z uzasadnieniem i terminem realizacji – standardowo od 1 do 5 dni roboczych, licząc od akceptacji. Proste elementy zaczynają się w okolicach 30 zł, średnie obudowy i wsporniki od około 80 zł, a minimalna wartość zamówienia to 50 zł netto. Druk realizujemy od jednej sztuki, więc nie ma progu wejścia w postaci minimalnej serii.
Jeżeli czegoś w opisie zabraknie, dopytamy – tylko że wtedy zamiast doby proces zajmuje trzy. Cały mechanizm dorabiania elementów, od zapytania po przesyłkę, opisaliśmy w przewodniku o dorabianiu części za pomocą drukarki 3D, a przykłady sytuacji, w których nie ma już gdzie kupić oryginału – w tekście o tym, jak druk 3D ratuje niedostępne elementy.
Masz zdjęcia i wymiary? Zamów wycenę – odpiszemy w ciągu doby. A jeśli wolisz najpierw ustalić, czy w ogóle warto się za to zabierać, sprawdź, jak wygląda dorabianie części zamiennych albo po prostu napisz do nas z samym zdjęciem. Powiemy, czego jeszcze brakuje.




